Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Kot w podróży

Gdy nadchodzą wakacje, pojawia się problem, co zrobić z naszym ukochanym czworonogiem, któremu chcemy zapewnić jak najlepsze warunki. Opieka rodziny? Znajomych? Hotelik dla zwierząt? A może... wspólna podróż. Przeczytaj, jak przygotować swego kota do dłuższej wyprawy i co zrobić, aby nie nudził się już na miejscu.

Tekst i foto: Edyta Turowska

Kot na smyczy? I owszem :)

Ku przerażeniu rodziny zarezerwowałam już w lutym 2007 wakacje nad morzem. Nas dwoje plus kot (10zł doba dodakowo). Zaczęłam szukać literatury o kotach na wakacjach, generalnie znalazłam propozycje oddania kota rodzinie. Dla mnie było to nie do przyjęcia.

Zaczęliśmy powoli. Usiedliśmy w samochodzie w trójkę i pozwoliłam kotu pomyszkować, sprawdził dokładnie, co to samochód, jak się chodzi po kierownicy, obwąchał tu i ówdzie. I na tym skończyła się wizyta.

Spacery na smyczy

Za 2 dni ponownie rozsiedliśmy się na parkingu i kot już tylko sprawdzał, czy nic się nie zmieniło, ten dziwny mały domek już znał. Wizyta trwała 20 minut. Po kilku dniach zasiedliśmy ponownie i tym razem odpaliliśmy silnik i zrobiliśmy kółeczko po osiedlu. Bodajże po tygodniu Sylwester pojechał z nami na wizytę do rodziców, nie był zadowolony, ale został ugoszczony kurzymi sercami, więc dobrze mu się zapamiętało.

I tak , maleńkimi kroczkami rozpoczęliśmy wyjazdy. Wiedziałam, że koty nienawidzą auta, ale cóż w tym dziwnego skoro większość z nich kojarzy samochód z wizytą u weterynarza!

Obserwacja morza

W ten sposób Sylwester został podróżnikiem, siada na walizce, żeby czasem nie przeoczyć go przy pakowaniu, no... nie ukrywajmy na zakrętach przypomina, że wolniej! wolniej! a poza tym drzemie. Kocie szelki nie sprawdziły się, kot musi mieć możliwość zobaczenia, co się dzieje. Polecam więc plecak koci lub idealny do tego koci koszyk rowerowy. Znalazłam w internecie informację, że kot jest w nim bezpieczny, koszyk można przypiąc do pasów, a jak kot podniesie głowę widzi co się dzieje. A nasz musi widziec co się dzieje! Co jakiś czas rozgląda się i może z powrotem zasnąć.

Nasza podróż nad morze (8 godzin) wiele się nie różniła od tych krótszych. Zawsze można znaleźć kawałek lasu na postój, z łachą piachu, z której Sylwester skorzystał jak z kuwetki. No i jaka satysfakcja i okrzyki: Ooooo! kot, kot jedzie nad morze...

Zasadzka na mewy

I jeszcze jedno: nie zostawiajmy kota na cały dzień do domku i hajda nad wodę! Oj nasłuchałam się, jak to koty zasikały miejscowym domki, a co ma czuć "porzucony" kot. Ja na początku wracam po 20 minutach, kot wycałowany, rybka w prezencie, potem godzinka - dwie powrót, kot wycałowany, i on już wie, że wrócimy!

Nie ciągałam kota na plażę w tłumy - to by było barbarzyństwo, ale wieczorem, na zachód słońca, czemu nie, plaża wyludniona, a niech poznaje świat. Wybiegany kot, to szczęśliwy kot. Nie żałuję włożonego wysiłku, tak niewiele to zajęło, a kot urobiony na lata, a jego plecak (torba kocia się nie sprawdziła-kot waży 6 kg) zawsze leży obok naszych. I jestem pewna, że wszędzie tam, gdzie wzbudzaliśmy sensację zostało wspomnienie, że z kotem można podróżować!